Z niecierpliwością czekaliśmy na książkę Normana Daviesa o Wrocławiu. Nie
pierwsze to wydawnictwo o naszym mieście, ale pierwsze napisane przez Anglika,
który uznawany jest za "polonofila". Zastanawialiśmy się, czy angielski historyk
potrafi uchwycić atmosferę naszego ukochanego Wrocławia. Kiedy w końcu ukazała
się książka, zdania wrocławian były mocno podzielone. Przede wszystkim
wątpliwości wzbudzał fakt, że Davies zaprosił do pracy nad książką swojego
dawnego ucznia, który nigdy nie był szczególnie związany z Wrocławiem. Jednak
tak naprawdę takie było założenie tego projektu - opowieść o wielokulturowym
mieście z wielowiekową historią, w którym zapisane są ślady obecności różnych
narodowości, ujęta z punktu widzenia kogoś, kto nie jest bezpośrednio częścią
tej tradycji. Angielskim historykom udało się uciec od subiektywizmu i
emocjonalności. Pokazali złożony rodowód dzisiejszego Wrocławia, zmieniające się
wraz z rządami różnych nacji oblicze miasta nie wskazując jednocześnie, komu tak
naprawdę "należy się" Wrocław. Spróbowali poszukać wspólnego mianownika dla
losów i przeżyć niemieckich "wypędzonych" i polskich "repatriantów", łagodząc w
ten sposób spory pomiędzy byłymi i obecnymi mieszkańcami miasta. Nasze miasto
jawi się w książce Daviesa i Moorehousa jako żyjący własnym życiem świat, jako
środkowoeuropejski "Mikrokosmos". Dwaj historycy opisali dzieje różnych
narodowości we Wrocławiu, podkreślając ich zasługi dla rozwoju metropolii,
stanowiące swoisty kumulujący się majątek, z obfitości którego mogą korzystać
współcześni mieszkańcy miasta. W rezultacie powstał portret miasta
europejskiego, którego tradycja i kultura jest wypadkową dziejów Europy
Środkowej i jej mieszkańców. Założony przez autorów obiektywizm nie sprawdził
się jednak do końca. Najwięcej emocji wśród polskich odbiorców książki wzbudził
ostatni rozdział, poświęcony dziejom powojennego Wrocławia, zwłaszcza latom
1945-1980. Nic dziwnego, to okres ciągle żywy dla większości współczesnych
mieszkańców miasta. Wciąż żyje wielu świadków wydarzeń z końca lat
czterdziestych, których atmosferę spróbowali opisać Davies i Moorehouse. Dla
tych ludzi ten jeden z najtrudniejszych momentów w dziejach metropolii to obraz
ich emocji i przeżyć. W opinii wielu VIII rozdział książki sprawia wrażenie
napisanego w pośpiechu, byle jak i nieprawdziwie. W dążeniu do obiektywizmu
autorzy popadli w zachodnioeuropejski subiektywizm, traktując dzieje miasta do
1980 roku jedynie jako przykład komunistycznej destrukcji i czarny okres dla
mieszkańców Wrocławia. "Mikrokosmos" jest dziełem kontrowersyjnym. Jednak
Davies'owi i Moorhouse'owi udało się dokonać czegoś niezwykłego - potrafili
nadać materiałowi historiograficznemu na tyle atrakcyjną postać, że
zainteresowali dziejami Wrocławia olbrzymie grono czytelników, zarówno w Polsce,
jak i zagranicą. Życzymy miłej lektury!
Edyta Gal
|